Joseph Farrell wydał właśnie książkę pt: „Genes, Giants,
Monsters and Men” („Geny, giganci, potwory i człowiek”), która jest
kontynuacją idei, jaką autor zawarł we wczesnej swojej książce pt.
„Cosmic War” („Wojna kosmiczna”). Opowiada ona o międzygalaktycznej
wojnie rozgrywającej się w naszym Układzie Słonecznym bardzo dawno temu.
Wspólnym elementem wszystkich wojen jest to, że po totalnych
zniszczeniach jakie są ich wynikiem, elita, która przetrwała taką wojnę
chce odbudować swoją świetność i zachować swoją kulturę. Problem ten
Joseph Farrell zawarł w książce pt „Babylon Banksters”, gdzie opisał
aktywność rozmaitych elit starających się zrekonstruować własną
cywilizację.
Punktem wyjścia jest cywilizacja Sumeru, która wręcz eksplodowała
przechodząc w dojrzałą formę, bez milionów lat ewolucji, jaka wydaje się
być niezbędna do takiego procesu. Farrell zakłada, że początek dali jej
ci, którzy trafili na Ziemię po Kosmicznej Wojnie i wykorzystując swoją
wiedzę przystąpili do odbudowy swojej potęgi, by wyrwać się z Ziemi,
która w międzyczasie stała się dla nich więzieniem.
Pierwszym przejawem takiej działalności było stworzenie uniwersalnego
systemu mierniczego na całym świecie po to, aby stała się możliwa
wymiana handlowa. Konsekwencją takiego postępowania było stworzenie
sieci powiązań, dzięki której można było z czasem kontrolować globalną
populację. Joseph Farrell jest bardzo płodnym pisarzem i lada chwila
ukaże się jego kolejna książka opisująca właśnie ten etap rozwoju naszej
cywilizcji pt. „Grid of The God” („Boska sieć”).
Istnienie
Elity, która decyduje o losach świata nie jest wymysłem teoretyków
konspiracji, bo elity istnieją od początku znanej nam ludzkiej historii.
Także ich rola i metody właściwie nie zmieniają się od tysiącleci.
Elity powstrzymują rozwój technologii, wiedzy, nauki i starają się
zmonopolizować wszystko, co przedstawia jakąś wartość. Robiąc to,
jednocześnie promują siebie samych. Można sobie zadać pytania po co to
robią, skoro posiadają wszystkie bogactwa świata i decydują o życiu
innych ludzi. Wg. Farrella ich cel jest ten sam od czasów owej
kosmicznej wojny bardzo dawno temu, kiedy po przegranej zostali
uwięzieni na Ziemi i od tej pory robią wszystko co w ich mocy, by móc
znów sięgnąć gwiazd i uciec ze swojego więzienia. Oczywiście kosztem nas
– ludzi.
Niemiecki architekt i archeolog Robert Koldewey był odkrywcą Bramy
Isztar w Babilonie. Brama ozdobiona jest płaskorzeźbami o tematyce
zwierzęcej. Jedna z nich przedstawia potwora zwanego Sirrush, który jest
rodzajem chimery. Jego przednie łapy to łapy lwa, tylne należą do
jakiegoś ptaka. Jego ogon przypomina olbrzymi ogon skorpiona, jest
pokryty łuską i ma głowę smoka. Kiedy Robert Koldewey odkrył ten relief,
zwrócił uwagę, że Sirrush występuje na ścianie Bramy Isztar w
towarzystwie innych zwierząt, które istnieją do dziś. Koldewey
opublikował książkę na temat swoich odkryć, w której argumentował, że
przedstawiona na Bramie Isztar chimera musiała być realnym stworzeniem w
czasach kiedy została stworzona, ponieważ w tym samym kontekście
przedstawiono na niej inne zwierzęta, które do dziś można spotkać w
naturze. Co ciekawe, Sirrush był przedstawiany także na rozmaitych
przedmiotach użytkowych i budowlanych przez millenia zawsze w tej samej
formie.
Koldewey doszedł do wniosku, że zwierzę to nie może być wytworem
fantazji a przedstawicielem jakiegoś nieznanego gatunku zwierząt, jaki
wyginął tysiące lat temu – prawdopodobnie jakimś dinozaurem. To
stworzyło kolejny problem, bo w tamtych czasach dinozaurów już dawno nie
było wśród okolicznej fauny, bo wyginęły miliony lat wcześniej. Pytanie
więc brzmi: skąd Babilończycy wzięli pomysł na przedstawianie tego
stworzenia właśnie w ten sposób? Czyżby w starożytnych czasach
dokonywano modyfikacji genetycznych? Jeśli podejść do tego problemu z
odpowiedniego punktu widzenia, odpowiedź jest twierdząca!

Znany naturalista Ivan Sanderson przez całe swoje życie powtarzał, że
istnieje tak ogromna liczba zgłoszeń dotycząca spotkania z dziwacznymi
stworzeniami, nawet takimi, które przypominały dinozaury (wiele z nich
pochodziło z Afryki), że musi za tym wszystkim stać jakaś cząstka
prawdy. Być może niektóre z tysięcy takich stworzeń, jakie widziane w
rozmaitych zakątkach ziemi, istniało w rzeczywistości. Najbardziej
znana jest tu historia z rybą zwaną Latimerią, która miała wyginąć 200
milionów lat temu a nieoczekiwanie łapie się od czasu do czasu w sieci
afrykańskich rybaków.
Większość takich zoologicznych anomalii jest ignorowana przez świat
naukowy, bo nie pasuje do darwinowskiej koncepcji rozwoju. W
poszukiwaniu takich stworzeń, jak np. Sirrush, Joseph Farrell
przeszukiwał dziesiątki podań i legend starożytności. To co tam znalazł,
było ogromnie niepokojące, bo dotyczyło gigantów. Serię znakomitych
książek na ten temat napisała Adrienne Mayor. Ona również zwróciła
uwagę, że istnienie gigantów jest notowane we wszystkich kulturach
Ameryki Południowej a nawet u Indian Hopi w Ameryce Północnej.
Z gigantami walczyli także antyczni Grecy, co zostało uwiecznione w
Gigantomachii. Mimo, że kultury te były od siebie zupełnie różne,
legendy okazały się być niemalże identyczne. Czyżby u ich podstaw leżały
jakieś bliżej nieznane fakty? A sami giganci byli realnymi
stworzeniami?
W greckiej mitologii mamy Saturna czyli Kronosa, który początkowo był
najważniejszy w całym panteonie bogów i rządził światem wraz z Tytanami i
Gigantami, zanim nie pokonali ich bogowie olimpijscy. Ta wojna z
Tytanami jest właśnie oddźwiękiem i pamiątką po kosmicznej wojnie
rozgrywającej się w Układzie Słonecznym, o której pisał w swojej
pierwszej książce Joseph Farrell. Podobną historię o gigantach zwanych
Nephilims można znaleźć także w Biblii. Wydaje się być nieprzypadkowe,
że opowieści o gigantach w rozmaitych kulturach mają niemalże to samo
podłoże, które nie może być przypadkowe.
Tabliczki z pismem klinowym z Kharsag napisane wiele tysięcy lat
p.n.e. sugerują, że do takich manipulacji dochodziło. W tekście tym
można znaleźć historię o pramatce wyselekcjonowanej wśród Ziemian i o
Anunnakach, którzy dodali męski komponent, dzięki czemu powstał
człowiek. Z tabliczek wynika ( i potwierdzał to także Zecharia
Sitchin”), że człowiek jest stworzeniem powstałym na skutek
manipulacji genetycznych. Co ciekawe, podobną historię można znaleźć
także w jednym z tekstów Majów, opisaną niemalże w identyczny sposób.
Mamy więc do czynienia z czymś, co nie jest ograniczone tylko do
Mezopotamii a ma zasięg globalny. To wzbudza pewien dreszcz niepokoju,
bo tak tekst sumeryjski, jak i tekst Majów, mówią o tym, że człowiek
został stworzony dlatego, że potrzebni byli niewolnicy, którzy służyliby
bogom. Oznacza to, że po pierwsze: my jako ludzie mamy genetycznych
krewnych, gdzieś we wszechświecie. A po drugie: ……… jesteśmy czyjąś
własnością. Jest to na dodatek zgodne z prawem według którego żyjemy.
W artykule „Od eugeniki do genetyki” opisałem proces, z którego
wynika, że rozmaite konfiguracje genetyczne można patentować, pod
warunkiem , że nie występuje on naturalnie w naturze i da się go
odtworzyć w określonym procesie technologicznym. W tym przypadku, jeśli
człowiek jest wynikiem genetycznego eksperymentu i nie występował
naturalnie w naturze, to ten, który stworzył ludzki garnitur genowy może
go prawnie opatentować, zostając jego właścicielem. Z tabliczek wynika
także, że tego typy manipulacje były dokonywana nie tylko na
człowieku, ale także na innych gatunkach zwierząt. Historyk babiloński
Berosus opisywał w swoich dziełach, że nie tylko człowiek został
stworzony przez bogów ale także różne chimery, które powstały poprzez
krzyżowanie człowieka ze zwierzętami. Można powiedzieć dziś, że historia
zatoczyła koło i znów mamy do czynienia z manipulacjami genetycznymi
na podobną skalę.
zrodlo nowaatlantyda.pl